Dashiell Hammett – opowiadania z „Zeszytów Dashiella Hammetta”

P1300595 - Kopia

W serii tej Wydawnictwo Iskry w latach 80. ubiegłego wieku wydało 6 takich zeszytów. Dlaczego „zeszytów”? Może dlatego, że to są wydania szyte jak zeszyt, czyli dwiema zszywkami przez środek. I zawierają podobną ilość stron jak zeszyt; najgrubszy ma 72 strony, a najcieńszy 48 stron.

Zawierają one 11 opowiadań z lat 1923-1929. W opowiadaniach tych Hammett dopiero się rozkręcał i szlifował swój warsztat. Swoją pierwszą powieść „Krwawe żniwo” napisał w 1929 roku. Tak się rodził czarny kryminał, psze Państwa.

 

DWAJ DETEKTYWI

Na tę książeczkę składają się dwa opowiadania:
1. „Tom, Dick albo Harry”,
2. „Sam Spade, detektyw prywatny”.
W Wikipedii to pierwsze opowiadanie jest wyszczególnione w bibliografii autora, że zostało napisane w 1923 r. Natomiast to drugie opowiadanie nie jest wymienione w ogóle. Ani w polskiej Wikipedii, ani angielskiej (ogólnoświatowej?). Z tego co widzę są to najstarsze opowiadania tego autora, które ukazały się w Polsce. Od nich zacząłem moją przygodę z Hammettem. Opowiadanka te są bardzo zgrabne. Jest rzetelna zagadka i jest jej ciekawe rozwiązanie. Czysty kryminał. W pierwszym opowiadaniu bohaterem jest anonimowy prywatny detektyw (znany później jako Continental Op), pracujący aktualnie dla firmy ubezpieczeniowej – ma zbadać sprawę skradzionej biżuterii. W drugim opowiadaniu bohaterem jest prywatny detektyw, sławny Sam Spade. Rozwiązuje zagadkę uduszenia swego niedoszłego klienta. Co się rzuca w oczy, to to, że ci prywatni detektywi są nawet mile widziani przez ekipy policjantów pracujących przy tych śledztwach. Nie mają problemów z wejściem na miejsce zbrodni i przepytywaniem świadków. U Chandlera było inaczej. Tam prywatny łaps na dzień dobry był, w najlepszym razie, częstowany przez policjantów kopniakiem.

 

ZŁOTA PODKOWA

„Złota Podkowa”
Continental Op na prośbę adwokata pewnej damulki ma znaleźć jej zbiegłego męża. Uciekł od niej po pewnej kłótni. Damulka ma wyrzuty sumienia i próbuje go odnaleźć. Fajnie jest to opisywane, czyta się z ciekawością. W pewnej chwili gonitwa za mężem przeradza się jednak w gonitwę za mordercą… kogo? Powiem tylko, że na bank ofiarą nie jest nasz bezimienny bohater.
Jeszcze cytat: „Tymczasem ja czytałem sobie napis wysoko nad barem: PODAJEMY TYLKO NAJPRAWDZIWSZĄ PRZEDWOJENNĄ AMERYKAŃSKĄ I BRYTYJSKĄ WHISKY. Próbowałem zliczyć, ile kłamstw może się zawierać w tych siedmiu słowach, naliczyłem cztery w perspektywą dalszych.”

„Dziesiąty ślad”
Tutaj trochę Autor przekombinował. Aczkolwiek opowiadanko jest zgrabne i fajnie się czyta. Trochę jednak intryga wydumana. Pierwszy raz C.O. był w nie lada opałach; mało nie utonął, gdy ogłuszono go i wyrzucono za burtę statku. Przeżył (sorry za spojler), a potem się zemścił na sprawcy. Oł je.

W obu opowiadaniach policja z chęcią współpracuje z naszym detektywem Kontynentalnej Agencji Detektywistycznej. Trochę wydaje mi się to dziwne, bo jak wspominałem u Chandlera relacje prywatnych łapsów z policjantami były zgoła odmienne. Ale chronologicznie u Chandlera akcja się działa co najmniej z 15 lat później. Może te relacje się przez ten czas oziębiły….
No i tłumaczenie Wacława Niepokólczyckiego – świetne.

 

DZIEWCZYNA O SREBRNYCH OCZACH

„Dom przy Turk Street”
Bezimienny detektyw z Kontynentalnej Agencji Detektywistycznej, poszukując pewnego chłopaka, trafia do domu dwojga przeuroczych staruszków. I się zaczyna. I się dzieje. Zwroty akcji co chwila. Całe opowiadanie w scenerii jednorodzinnego domku. Opowiadanko na 20 stron. Niektórzy współcześni pisarze kryminałów chowają się i cichutko piszczą za kanapą.

„Dziewczyna o srebrnych oczach”
Okazuje się, że to drugie opowiadanie ładnie wiąże się z poprzednim. Autor miał ciekawy pomysł, aby swojego bohatera zapędzić do szukania pewnej ślicznotki, w której zakochał się pewien poeta. Continental Op dwoi i się i troi aby nie wpaść w sidła pięknej femme fatale.

Całość pozostawia bardzo dobre wrażenie.

 

DWIE MARTWE CHINKI

Continental Op wkracza do Chinatown. Zamordowano dwie chińskie służące w pewnym domu, który po opuszczeniu właścicielki służył komuś do jakichś dziwnych celów. Nasz detektyw ma rozwikłać co i jak.
Hammett wymyślił tu dosyć skomplikowaną intrygę i chyba tylko on do końca wiedział jakie przyczyny kryją się za pewnymi działaniami. Ale rekompensuje nam to świetnymi dialogami oraz ciekawymi refleksjami głównego bohatera. Np.:
Po ostrej rozróbie z Chińczykami:
„Gdy zabrakło mi nabojów, a w płucach powietrza, zostałem sam. Byłem bardzo zadowolony. Zrozumiałem, dlaczego mężczyźni odchodzą i żyją samotnie w jaskiniach.”
Albo:
„Doszedłem do Stockton Street, skręciłem w kierunku biura i idąc powoli znęcałem się nad swoim mózgiem”.
No i sztandar, kiedy prosi swojego szefa:
„Idę teraz z wizytą do Chinatown. Jeśli nie odezwę się przez parę dni, zechce pan poprosić zamiataczy ulic, żeby zwrócili uwagę na to, co sprzątają?”

 

OSMALONA FOTOGRAFIA

„Osmalona fotografia”
Continental Op ma odnaleźć dwie córki pewnego milionera, które znikły jak kamień w wodę. Zabiera się do pracy i pierwsze co robi to zapytuje się znajomych tych panien, czy może mieli z nimi niedawno kontakt. Jeden z tych znajomych przedstawiony był tak:
„Stamtąd poszedłem na Van Ness Avenue i odnalazłem niejakiego Wayne’a Ferrisa w salonie samochodowym: młodego człowieka z przylizanymi włosami, którego wspaniałe maniery i ubiór całkowicie zakrywały wszystko inne, co mógł posiadać – na przykład rozum.”
Jakie było zdziwienie naszego detektywa, gdy na drugi dzień okazuje się, że jedna ze znajomych, z niewiadomych przyczyn, w nocy popełniła samobójstwo. No i się zaczyna. Bardzo fajna intryga z bardzo szczegółowym śledztwem i mrówczą robotą detektywa. Końcówka świetna; ze strzelaniną, przekrętem i ostatnim zdaniem jak Dzwon Zygmunta.

„Idiotyczna sprawa”
Tym razem jest jedna córka milionera, która również znika, z tym że wiadomo, że została porwana za okup. Świetne drobiazgowe śledztwo z całą akcją przekazania okupu, odnalezienia porwanej i co z tego odnalezienia wynikło.

Opowiadanie „Osmalona fotografia” ukazało się również w zbiorze „Wielki skok” (Wydawnictwo Amax, 1992)  jako „Osmalona twarz”. Oczywiście w innym tłumaczeniu. Przejrzałem najciekawsze fragmenty i chyba jednak wolę niniejsze tłumaczenie.

 

LEP NA MUCHY

„Main nie żyje”
Bezimienny detektyw Kontynentalnej Agencji Detektywistycznej bada śmierć pana Maina, któremu przy okazji zginęło 20 tys. dolarów. Przy okazji ratuje skórę dwóm ślicznotkom. Ciekawe.

„Lep na muchy”
Arszenik w akcji. Intryga trochę grubymi nićmi szyta, ale akcja wartka, ciekawa, czytało się fajnie.

Opowiadania bez fajerwerków, ale nie ma mowy o zaniżaniu poziomu.

P1300607 - Kopia

Nie ma do takiej lektury lepszego piwa niż „Czarna robota” żytnio-owsiany stout z Browaru Zakładowego z Poniatowej. Czarne ciągnie do czarnego. I jak to diabelnie dobrze smakuje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: