Henryk Schönker – „Dotknięcie anioła”

na bloga

Stoję w obliczu książki, która wymyka się wszelkim kalkom recenzenckim. Nawet słowo „recenzja”, czy „opinia” odnośnie tej książki jest czymś co jej po prostu nie przystoi. Trudno oceniać tę książkę i brać ją w kategoriach produktu, ponieważ w tym przypadku oceniając książkę oceniałbym czyjeś życie. A jakie mam do tego prawo? Żadnego.

Dostałem tą książką przez łeb. Jej wymowa dotknęła mnie do żywego. Jest bardzo głęboka i przejmująca. Czasami nie mogłem czytać. Czasami sama literatura przekracza swoje granice i właśnie w tym przypadku pokazała, że kategorie i oceny jej nie dotyczą. Życie jest zawsze arcydziełem, tylko od nas zależy, czy wyrzucimy go w błoto, czy damy mu szansę go podziwiać.

Czytając dedykację w „Oszpicynie” Krzysztofa A. Zajasa oraz wywiady z tym autorem zauważyłem, że wspomina on często Henryka Schönkera – polskiego Żyda rodem z Oświęcimia – i jego autobiograficzną książkę „Dotknięcie anioła”. Zainteresowałem się tym, ponieważ były to wspomnienia z czasów II wojny światowej i zaraz po niej, kiedy Henryk Schönker był jeszcze chłopcem, a potem młodzieńcem. Temat ten mnie interesuje, zwłaszcza w formie relacji naocznych świadków. Jak to się stało, że w czasie zawieruchy wojennej czteroosobowa rodzina żydowska przeżyła? Wszyscy wokół niej pomarli, prawie cała ich rodzina, sąsiedzi, znajomi, a oni przeżyli. Rodzinny Oświęcim, Kraków, Wieliczka, getto w Tarnowie, getto w Bochni, obóz Bergen-Belsen, ucieczki, ukrywanie się u kogoś, w lesie, spryt w udawaniu niemieckiej rodziny, walka z głodem, walka o przeżycie każdego następnego dnia, bydlęce wagony. A potem powojenne lata w stalinowskiej Polsce i kolejne represje, więzienie, konfiskata majątku, w końcu emigracja.

Rodzice z dwójką małych dzieci. Henryk miał w momencie wybuchu wojny 8 lat, a jego siostra chyba 3. Przeżyli. Jakim sposobem? Chciałem się dowiedzieć. Henryk Schönker opowiada o swoim życiu i o przeżyciu jak o cudzie. Opowiada, że od początku Ktoś na nimi czuwał i zawsze w sytuacji nie wiadomo jak ciężkiej, w ostatniej możliwej chwili, odnajdywało się wyjście i nadzieja. Przeżywałem to razem z jego rodziną jak chyba nigdy dotąd. Byłem tam i razem z nimi ogarniała mnie zarówno zgroza, jak i wzruszenie. Ile takich cudów mogliśmy poznać z relacji? Chociażby Szpilman, Żywulska, Edelman. Jednak w tym przypadku dotyczył on całej czteroosobowej rodziny. Cały czas byli razem, nierozłączni.

Oprócz rodzinnej wojennej tułaczki dużo jest o sytuacji społecznej w tamtym okresie. Schönker dużo pisze na temat stosunku Polaków do Żydów i odwrotnie. Podaje różne przykłady i sytuacje ze swojego życia. Jego głos zawsze jest wyważony i mądry.

Książka zawiera ponadto relację ojca Henryka – Leona Schönkera – i odpis dokumentów ją potwierdzającą o tym, że Oświęcim w 1940 roku mógł stać się punktem masowej emigracji Żydów do Palestyny, a nie miejscem Zagłady. Niemcy wyraziły zgodę, wszystko było dopięte na ostatni guzik, nawet niektórzy emigranci wyruszyli na południe, lecz niestety Anglicy, pod jurysdykcją których była wówczas Palestyna, nie zgodzili się na przyjęcie emigrantów i ci, którzy już wyruszyli w okolicach Morza Czarnego zostali cofnięci i musieli wracać. Jest to mało znany fakt w historii wojennej. Stosunkowo niedawno potwierdzony odnalezionymi dokumentami.

Henryk Schönker napisał tę książkę 60 lat po wojnie. Napisał ją w swoim ojczystym języku, czyli po polsku, mimo iż od 50 lat mieszka w Izraelu.

Wspaniałym dopełnieniem tej książki jest film dokumentalny Marka Tomasza Pawłowskiego z 2014 roku „Dotknięcie Anioła”. Henryk Schönker odwiedza swój dawny dom w Oświęcimiu, dom w którym mieszkał w Krakowie i Wieliczce, odwiedza też w Tarnowie miejsce, gdzie mieszkał w getcie. Niezwykłym jest zobaczyć z nim te miejsca, o których czytało się w książce. Prawie za każdym razem wzruszenie odbierało głos panu Schönkerowi. Przejmujący film. Opowiada to samo co w książce, jednak forma filmowa nawet w 10% nie oddaje tego co w książce się dzieje. Gdyby ktoś był ciekawy go obejrzeć, to można znaleźć go tutaj: Dotknięcie Anioła.

Wyłapałem takie fragmenty z tego filmu:

Na temat państw, które mogły zapobiec Zagładzie lub zmniejszyć jej rozmiary: „Dzisiaj niech nikt nie mówi, że nie wiedział, że nie słyszał, że nie było mu wiadomo. Wszyscy wiedzieli, wszyscy słyszeli i nikt nic nie robił, aby przyjść nam z pomocą”. Potwierdzali to sami oficerowie niemieccy, kiedy w getcie lub w obozie Leon Schönker (ojciec Henryka) był najmowany do malowania ich portretów: „Was nikt nigdzie nie chce”.

I jeszcze taki fragment: „Ten Żyd, który uratował się podczas wojny, nie uratowałby się, gdyby gdzieś, kiedyś, w jakiejś sytuacji Polak mu nie pomógł. Jesteśmy tym ludziom, którzy nas ratowali nie tylko wdzięczni do grobowej deski, ale ci ludzie to jest światło ludzkości. To byli cisi bohaterowie tej wojny.” Wspaniałe słowa, jednak trzeba pamiętać – i to można znaleźć w książce – że mniej więcej tyle co uratowanych Żydów było dzięki pomocy Polaków, również tyle przez Polaków zginęło.

Pojechałem trochę górnolotnie, ale, cholera, dawno nie przeżywałem takich wzruszeń i emocji. Może już powoli robię się stary i sentymentalny. Ta książka to absolutna czołówka moich lektur. Polecam. Państwo się przekonają sami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: