Piotr Macierzyński – „Książka kostnicy”

20170720_003017 - Kopia

„Wytrzymaliśmy 70 lat bez obozów koncentracyjnych, choć ciągle leżą w naszej naturze”.

Znowu Holokaust, znowu Zagłada, obozy, Oświęcim. No ileż można o tym pisać? Mówią tak ci, którzy są tego zdania, że pozostaje nam tylko pochylić głowy, gdyż wszystko zostało już powiedziane, a fakty i historia mówią same za siebie. Może i mają rację, kto wie? Drudzy twierdzą inaczej: należy o tym mówić bez końca: ku pamięci, ku przestrodze.

Ja, podobnie jak Autor, uważam, że dopóki będą padać takie pytania, jak:

„nie wyobrażam sobie jak kulturalny człowiek może usnąć nie przeczytawszy czegoś. Czy mieliście tam przy łóżkach nocne lampki?”,

albo te, które zadawano Hannie Krall w Ameryce:

„ile razy na miesiąc zmieniano więźniom pościel w Auschwitz?”,

„dlaczego Żydzi w Auschwitz nie wynajęli adwokatów, żeby ich stamtąd wyciągnęli?”,

to jednak należy o tym mówić . Jest tylko jedno pytanie: jak?

Piotr Macierzyński, jeden z moich ulubionych poetów, już w swojej poprzedniej książce „Antologia wierszy ss-mańskich” odpowiedział na to pytanie. Tamte wiersze zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Teraz, tutaj, w „Książce kostnicy”, jest podobnie. Nawet, wydaje mi się, bardziej mrocznie. W „Antologii…” temat był prezentowany z różnych stron; poważnie, ale i przewrotnie, trochę z humorem, trochę z patosem. Sam tytuł „… wierszy ss-mańskich” jest nieco przewrotny. W „Książce…” zrobiło się naprawdę ponuro. Tak jak by temat Zagłady i obozów dotarł do Autora z całą mocą swojej przerażającej beznadziejności. I lektura tegoż wywołuje jeszcze większe wrażenie. Ujęcie tak trudnego tematu w formie poetyckiej trafia do mnie ze zdwojoną mocą.

Ale żeby wiersze o takiej tematyce? Co to w ogóle ma być? I to jeszcze tyle lat po wojnie? Po co? Spyta ktoś. Odnoszę wrażenie, że krytycy zdębieli i nabrali wody w usta. Nie wiedzą co z tym fantem zrobić, jak zmierzyć się z tematem. Dlatego tak cicho jest o tych wierszach w pismach lub w Internecie. A tymczasem „Antologia…” miała już drugie wydanie. Nawet została przetłumaczona na język czeski i tam wydana. Na Lubimy Czytać są same wysokie oceny, ale jest ich mało. Jeżeli ktoś sam dotrze do tych książek, albo przez znajomych, to już są jego, ale ogólnie jest na ich temat cisza. Gdybym wcześniej nie znał Autora, nie natrafiłbym na te książki.

Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Moim zdaniem te dwa tomiki wierszy to ewenement. Nikt o Zagładzie nie pisał w taki sposób. Dawno poezja nie miała takiej siły i mocy wyrazu. Poza tym nikomu do głowy by nie przyszło, że w wierszach można tak pisać o Zagładzie, czyli masowym mordowaniu ludzi, o deprawacji człowieka, o jego zezwierzęceniu, o karze, winie, sumieniu, no i na końcu o nas samych w wymienionym kontekście w tak bezpośredni sposób. A Piotr Macierzyński napisał i zrobił to w rewolucyjny sposób. „Bez Auschwitz niewiele o sobie wiemy”.

Oczywistym jest, że temat Holokaustu, Zagłady i ogólnie ludobójstwa w obozach koncentracyjnych był omawiany wcześniej przez poetów. Ale nikt nie pisał o tym tak bezpośrednio. Można powiedzieć, że poezja i bezpośredniość to oksymoron, ale, wierzcie mi, w tym przypadku bezpośredniość przefiltrowana przez sposób pisania Macierzyńskiego ma siłę kopnięć ssmańskich żołdaków i moc cichego wrzasku otwartych martwych ust zagazowanej Holenderki.

Autor pisze: „o Holokauście najlepiej mówić poprzez historie ludzi.” I takie są te wiersze. Dużo tam imion, nazwisk i podawanych liczb, ale przede wszystkim historii. Np. historie ucieczek z Oświęcimia, albo o buncie 300 więźniów z Sonderkommanda. A każda historia opisana w krótkim wierszu wbija w fotel i wywołuje emocje: żal, złość, bunt, niezgodę i przede wszystkim zadumę. Rzeczy antyludzkie mogą wymyślić tylko ludzie.

Te wiersze są niewygodne, gryzą i kąsają: „oglądam ciała nagich kobiet/w różnych pozach/łyse/chude/z wyjedzoną częścią twarzy koło oka/z otwartymi ustami/(widać brak trójki)/mam swoją ulubioną/ciemne włosy/ muchy jeszcze się do niej zlatują/w doskonałym porządku wszystkie górne zęby/gdyby leżała na tapczanie/powiedziałbym że spogląda zalotnie z przekrzywioną głową/niosą ją na taczce z innymi trupami (…)”; fragment wiersza „Film dokumentalny ‘Ciemności skryją ziemię’”. Pamiętam ten film.

Tyle bym chciał jeszcze napisać na temat tych wierszy. Przekonywać o ich wartości i sile. Zostały we mnie. Jak rzadko kiedy inne. Przeczytajcie je. Ku przestrodze. Bo koło czasu lubi się zamykać.

Jeden z moich ulubionych to „Przekaz”. Niby nic, a oddaje całą istotę niemieckiego mordowania. Bez sumienia, ale z absurdalnym w tych okolicznościach, obowiązkowym liczydłem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: