Leopold Tyrmand – „Zły”

P1310539

Prawie 40 godzin. Tak długiego audiobooka to jeszcze nie słuchałem. Chyba nawet „Don Kichot” był krótszy. Rekordy rekordami, ale książka, powiem szczerze zaskoczyła mnie. Czym? Swoją wszechstronnością. Od razu uprzedzam, że prawie nic krytycznego na temat tej książki nie czytałem, oceniam ją z punktu widzenia dzisiejszego czytelnika, który tylko o niej słyszał, że jest kultowa i że to kryminał-romans. A tu okazuje się, że książka jest tak bogata, że jej kultowość właśnie z tego wynika. Bohaterów jest bez liku, ale pierwszym i najważniejszym jest Warszawa. Tak czuję, że w ogóle książka ta powstała po to, aby opisać ówczesną Warszawę. Warszawę w roku 1956, czyli tuż po wojnie, jeszcze nie odbudowaną, a już tętniącą życiem mieszczańskim.

„Zły” rozgościł się w moich uszach na dobre. Historia mnie poniosła swoją nieśpieszną narracją i falowałem sobie razem z nią po warszawskich ulicach. Autor opisując Warszawę często dawał się ponieść wzniosłym nutom i zaczynał: „O, warszawskie bramy!”. I tu następowały opisy wyjątkowości tych bram. Albo „O, warszawskie przedmieścia!” I opis tychże. Wręcz pozorom wcale to nie raziło. Raczej wywoływało uśmiech nostalgii.

Opisy ulic, rozpoczętej budowy pałacu kultury – „największy plac w Europie”, kawiarenek, klubów, restauracji, cukierenek, parków, lodowisk, kin, ale i gruzów, ruin, pogorzelisk.

W tym ludzie ze swoim życiem, z którym dążą w tym pół mieście – pół ruinie do normalności. Bohaterami są tu kioskarz, piekarz, szofer, lekarz, dziennikarz, milicjant, księgowa, prezes spółdzielni, opryszek i jeszcze wielu innych. Ich historie przeplatają się ze sobą, a łączy ich jeden człowiek – „Zły”

„Złym” okrzyknięto w Warszawie koleżkę, który niczym superbohater broni niewinnych dając wycisk łobuzom i chuliganom. Nikt nigdy nie wie skąd, ale nagle się pojawia gdy cierpią słabsi, spuszcza łomot napastnikom i tak samo nagle znika. Ilu świadków, tyle relacji. Facet staje się dla jednych bohaterem, dla innych przekleństwem, a dla innych duchem. Tak samo milicja chce go złapać, jak i bossowie warszawskich oprychów. Tak, tak, Warszawa ówczesna była siedliskiem przerażającej chuliganerii. Opisy tego co wyrabiała tamtejsza warszawska łobuzerka mrożą krew w żyłach i ścinają białko. Tak jak by pierwsze pokolenie młodych po wojnie zagubiło gdzieś swoje sumienie, a może zabrakło wzorca i nie było komu ich wychowywać? Autor nie podaje przyczyn. Skupia się na skutkach. A były one zatrważające. W tym wszystkim wódka lała się strumieniami. Na każdym kroku, wszędzie ją się pije. Litrami, z gwintu, do obiadu.

Zastanawiałem się, czy nie podciągnąć tej książki do stylu noir przefiltrowanego przez ówczesne polskie pisarstwo. Ale jednak nie. Niby wszystko jest: miasto, milicja, przestępcy, kobieta (może nawet przez chwilę upadła), bohater sam naprawiający ten świat, ale – nie. Zabrakło w tym wszystkim neonów. Neony w mieście muszą być. Inaczej, paradoksalnie, to nie jest czarny kryminał. A tutaj było ich chyba tylko z pięć w całym mieście.

„Zly” jest taką popową wersją Hłaski lub Nowakowskiego. Do czytania. Brud, beznadziejność, wóda, chamstwo, ale i gonitwy samochodami przez miasto, tajemniczy wybawiciel, wszechwiedzący, tajemniczy pan w meloniku, romans. Są morderstwa, wszechobecna patologia, wóda, ale Autor nie używa brzydkich słów, jedynie komentuje, że ktoś zaklął siarczyście, albo tak, że uszy więdły.

Ta książka jest kopalnią ówczesnych powiedzonek, przysłów i gwary warszawskiej. Najgorsze uliczne zbiry używają swego slangu. Nie są to brzydkie słowa. Zamiast słowa „spierdalaj”, mówi się tam np. „odpalantuj się”. Trochę to trąci myszką, kiedy jeden czy drugi oprych używa słów, które w dzisiejszych czasach brzmią jak melodia z Misia Uszatka. Podczas gdy dzisiaj wystarczy, że dzieciaki przejadą się koło mnie na rowerach, a od ich słów wypalają mi się włosy w uszach.

Jeszcze o lektorze. Adam Ferency zrobił kapitalną robotę. Był częścią tej książki.

 

Jeżeli Warszawa, to nie mogło być innego piwa. „Sen o Warszawie” z Browaru Bazyliszek. Kakaowo-waniliowo-mleczny żytni stout. Naprawdę bardzo dobre czarne piwo.

Reklamy

One thought on “Leopold Tyrmand – „Zły”

Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: