Raymond Chandler – „Człowiek, który lubił psy. Opowiadania”

20170729_221355

Zbiór czterech opowiadań Raymonda Chandlera.

Chandler zanim zaczął pisać powieści – pisał opowiadania. Potem te opowiadania wykorzystywał jako kanwę swoich książek. W tym przypadku mamy opowiadanie „Zasłona”, które było wykorzystane w książce „Głęboki sen”. Natomiast trzy pozostałe opowiadania Chandler połączył i wykorzystał w „Żegnaj, laleczko”. Niektórzy mu zarzucali autoplagiat i wtórność, ale sam pisarz nie za bardzo się tym przejmował twierdząc, że to są jego pomysły i sposób, w który je wykorzysta zależy tylko od niego. Mnie osobiście zupełnie to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie – mam frajdę, kiedy odkrywam jak Autor umiejętnie łączy w całość coś, co było osobnymi historiami, modyfikuje je i dodaje coś nowego.

 

„Człowiek, który lubił psy”

Ósme opowiadanie Chandlera (1936). Stylowe, wartkie, z przytupem. Głównym bohaterem nie jest Marlowe – za to jest nim prywatny detektyw Carmady. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie i od razu daje się poznać jej chandlerowską moc: „Trzasnąłem go sprężyną w kant szczęki, a potem, kiedy już padał, w tył głowy. Złapałem go za gardło. Stawiał zacięty opór. Musiałem kopnąć go kolanem w twarz. Kolano zabolało mnie dotkliwie. Nie powiedział mi, czy zabolała go twarz.”

Poza tym, jak widać, moda na podobne tytuły raczej nie miała swojej genezy w Skandynawii.

 

„Zasłona”

Jedenaste opowiadanie Chandlera (1936). Znowu Carmady, a z powodzeniem mógłby to być Marlowe. Różnic nie ma. Ciekawa akcja, zaskakujące zakończenie, wartka, ciekawa intryga… ale to jeszcze jest tylko przedsmak, tego co nam szykuje Chandler.

 

„Poszukajcie dziewczyny”

I to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Kwintesencja stylu. Dwunaste opowiadanie Chandlera (1937 r.). Carmady, z nudów i dla zakładu o 10 dolarów, zaplątuje się w szukanie dziewczyny byłego gangstera. Oczywiście wrodzona przyzwoitość nie da mu ujawnić światu tego, czego on się dowiedział o całej sprawie. Kopalnia cytatów. Świetne.

 

„Nefryt Mandaryna”

Trzynaste opowiadanie Chandlera (rok 1937). Prywatny detektyw John Dalmas zaplątuje się w aferę z kradzieżą drogiego naszyjnika. Fajne. Opis biura, w którym przyjmuje Dalmas, jest, po prostu, mistrzowski. I to, jak przyjmuje w nim klientów (klientkę). Tego się nie da powtórzyć. Tylko Chandler potrafi tak napisać, żeby jednocześnie powiązać opis miejsca z jego oddziaływaniem na bohaterów.

 

To, że bohaterami powyższych opowiadań są Carmady i Dalmas, a nie Marlowe, to bez znaczenia. Oni są jednakowi, niepowtarzalni, bo i takie było pisarstwo Chandlera.

 

To piwo Chocolate Factory w stylu chocolate milk stout z Browaru Deer Bear to czekoladowe niebo w gębie. Kto jeszcze nie spróbował jak taki chocolate milk stout smakuje, to niech zacznie od tego piwa. Nowe doznania smakowe gwarantowane.

 

A na koniec jak zwykle – garść Chandlerowskich cytatów:

 

„Kobiety miały zgrabne nogi i obnażały je w sposób, który mógłby oburzyć purytańskich cenzorów. Ale ich twarze były tak wyświechtane jak zarękawki księgowego.”

 

„Luźne rudawe spodnie, szorstka szarawa marynarka z guzikami jak białe kule bilardowe, brązowe zamszowe buty z wstawkami z białej koźlej skóry, brązowa koszula, żółty krawat, duży czerwony goździk w klapie, a pod nim, w butonierce, trzy rogi starannie złożonej chustki do nosa w barwach flagi irlandzkiej. Na Central Avenue, nie najbardziej wytwornej ulicy na świecie, z taką posturą i w tym stroju nie rzucał się w oczy bardziej niż tarantula na kawałku biszkoptu.”

 

„Moje biuro składało się z dwóch pokoi, przez których okna sączyły się stale smrodliwe wyziewy z kawiarni hotelu „Mansion House”. Mniejszy z nich pełnił funkcję poczekalni, której nigdy nie zamykałem na klucz, żeby klienci mogli wejść i zaczekać – o ile miałem klientów i o ile byli oni skłonni czekać.”

 

„Ponownie oblizał wargi. Potem usiłował zacisnąć gniewnie usta.

– Mam wrażenie, że coś tu śmierdzi – bąknął.

– Przypalił pan sobie wąsy – odparłem.”

 

„Potężnie zbudowany Murzyn, w samej koszuli i różowych szelkach, opierał się o bar. Miał wygląd zabijaki, po którym widać było, że uderzyło go już chyba wszystko z wyjątkiem betonowego mostu.”

 

„Usłyszeliśmy brzęk łańcucha i szczęk odsuwanego rygla. Drzwi otworzyły się. Pielęgniarka miała z metr osiemdziesiąt wzrostu, długie ręce i wielkie dłonie; wyglądała na idealną asystentkę kogoś, kto zajmuje się torturowaniem więźniów. Coś poruszyło się w jej twarzy, a ja dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że się uśmiecha.”

 

„Wyjąłem z kieszeni butelkę bourbona i postawiłem ją na kolanie. (…) Kobieta wpiła w butelkę oczy koloru morskich wodorostów. Oblizała usta. – Człowieku, to jest to – westchnęła. – Nie obchodzi mnie, kim pan jest. Niech jej pan tylko nie upuści.”

 

„- Niech pan powie, co pan wie – poprosiłem. – Przeczytam panu ustęp z Biblii albo postawię panu drinka. Co pan woli.”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: