Justyna Kopińska – „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”

20171013_220907

Mamy XXI wiek. W Chorzowie w Ośrodku Wychowawczym Sióstr Boromeuszek dzieją się rzeczy, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Panuje przemoc sióstr wobec dzieci, upokarzanie, wyzwiska, przyzwolenia na gwałty. Koszmar.

Jak to się stało, że w dobie powszechnego braku przyzwolenia na zło wobec dzieci, odchodzenia od kar cielesnych, zwiększanych i promowanych praw dzieci, w sercu Polski, w wielkim światłym mieście dzieją się dantejskie sceny?

Justyna Kopińska próbuje odpowiedzieć na to pytanie, poprzez zgłębienie i poznanie tematu od podszewki. Szuka przyczyn takiego stanu rzeczy oraz spirali zła, która trwała nie tylko tu i teraz, ale bez mała od lat 70. ub. wieku w tym samym ośrodku prowadzonym przez siostry Boromeuszki.

Najmniej zrozumiałe w tym wszystkim jest to, że zło, które zamknięte w ośrodku sióstr, pokazywało swoje oblicze wydostając się poza mury ośrodka w postaci siniaków uczniów oraz urazów psychicznych i prób samobójczych oraz krzyczało do świata dorosłych: oto jestem! nie zostało w porę zauważone? Świat dorosłych nie reagował; bagatelizował, niedowierzał, albo jego reakcje były ślamazarne i nieudaczne. „Bo dorośli zwykle chcą słyszeć wszystko oprócz prawdy”. Mało kto dawał wiarę dzieciom, a tłumaczenia dyrektorki ośrodka – siostry Bernadetty – że dzieci biją się między sobą, albo są tak spragnione uwagi, że zmyślają pewne rzeczy – były wystarczającym powodem, aby zaniechać drążenia tematu. Nikt nie miał wglądu i nadzoru nad siostrami.

Justyna Kopińska przedstawia nam sytuację w ośrodku poprzez relację ich wychowanków, akta sądowe z przesłuchań, oraz poprzez swoje wywiady z siostrami, nauczycielkami i prokuraturą.

Zło rodziło zło. Wychowankowie ośrodka, którzy zostali złamani, dopuszczali się poza jego murami kolejnych przestępstw. Tak został zgwałcony i zamordowany kilkuletni Mateusz Domaradzki. Dzięki pani prokurator Joannie Smorczewskiej, która zainteresowała się przeszłością gwałciciela i mordercy, drzwi i okna ośrodka Boromeuszek zostały otwarte na oścież, a stęchlizna ludzkiej podłości wywietrzona. Chociaż i tak nie do końca. W sumie została ukarana tylko siostra Bernadetta – dyrektorka. A przecież nie tylko ona biła. Inne siostry były od niej gorsze. Czy nadal pracują z dziećmi? Tego nie wiadomo.

Prokurator Smorczewska: „O sprawie ośrodka nie da się zapomnieć. Tyle przesłuchań, podczas których wychowankowie opowiadali o najgorszym koszmarze, jakby to było coś oswojonego, normalnego. Wcześniej nie wiedziałam, że można komuś zrobić taki zamęt w głowie. Sprawić, żeby nie mógł odróżnić dobra od zła.”.

Czasami zło trzeba wywlec za fraki w dzienne światło i rzucić na bruk, aby ujrzeć jego istotę i prawdziwe oblicze. Aby nam się nie chowało za jakieś idee, wyższe racje, świętości, obojętność, niewiedzę, lub zaniechanie. Justyna Kopińska właśnie tak zrobiła; nazywa rzeczy po imieniu i zadaje proste pytania. To daje niepowtarzalny efekt. Zło jest skutecznie przesiewane przez sito konwenansów i politycznej poprawności. I to jest siłą tej książki. Zło potrafi się skutecznie ukrywać w dzisiejszych czasach, ale nie przed Justyną Kopińską.

Jedynie okładka książki nie pasuje mi do niczego. Ten rysunek siostry nie jest siostrą Bernadettą. Mimo iż przedstawia twarz prawdziwej zołzy, twarz zaciętej, starej, złej i fanatycznej siostry zakonnej, to z obliczem zła siostry Bernadetty nie ma nic wspólnego. Obawiam się, że jest zrobione pod publikę. Moim zdaniem niepotrzebnie – tani chwyt. Zło w obliczu siostry Bernadetty miało inny wyraz. Taki:

„Z pokoju wyszła siostra Bernadetta. Tomasz spojrzał na nią i jakby diabła zobaczył. Jego reakcja wydawała się dziwna, bo siostra była spokojna, delikatna. Bardzo blada, szczupła, mniej więcej pięćdziesięcioletnia, roztaczała pewien czar osoby, która wie, co robi”.

Bardzo ważna i mądrze napisana książka. Obok tej złości i bezsilności, które naturalnie rodzą się u czytelnika, pojawia się również nadzieja. Nadzieja, że chociaż ci, którzy to przeczytają będą więcej widzieć wokół siebie, że będzie mniejsze prawdopodobieństwo uczynienia z ich strony grzechu zaniechania i ignorancji.

Marek Edelman: „Nieudzielenie pomocy potrzebującemu, zagrożonemu zawsze obraca się w końcu przeciwko temu, kto się zawahał. Jeżeli tej pomocy nie da, to prędzej czy później znajdzie się w takiej samej sytuacji, będzie tak samo bity. A skoro każdy ma prawo oczekiwać pomocy, to istnieje prawo osądzania tych, którzy pomocy nie udzielili”.

W tym roku na Warszawskich Targach Książki miło było spotkać się z Autorką:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: