Raymond Chandler – „Bay City Blues”

20171013_215343

Zbiór trzech opowiadań Chandlera. Co ciekawe, dwa z nich to fantastyka, taka autorska odskocznia od czarnego kryminału. Przeczytałem je z ciekawością. Natomiast jeżeli chodzi o opowiadanie tytułowe – standardowy pulpowy kryminał – to lepiej o nim zapomnieć.

„Bay City Blues”
16. opowiadanie Chandlera. Z 1938 roku. Bohaterem jest prywatny detektyw John Dalmas. Bez składu i ładu to opowiadanie. W sumie to kompletnie nie wiedziałem co się dzieje i z jakiej przyczyny. Zostaje znaleziona martwa kobieta, oficjalnie to samobójstwo, ale jakiś inny prywatny detektyw za bardzo węszy wokół tego i go załatwiają. Pałeczkę przejmuje Dalmas i razem z czytelnikiem porusza się po omacku. Czytelnik porusza się tak do końca opowiadania, gdzie następuje wyjaśnienie całej zagadki w eksplozji jasnowidztwa Dalmasa, a wszyscy winni, na których nie ma dowodów, sami się powystrzelali.
Panie Chandler, to było dno, a teraz trzeba się odbić.

„Spiżowe drzwi”
21. opowiadanie Chandlera. Z 1939 roku. To opowiadanie to fantastyka, ma coś z Poe’go. Rzecz dzieje się w Anglii. James Sutton-Cornish, zwyczajny facet, na aukcji kupuje drzwi, przez które jeżeli ktoś przejdzie – znika z tego świata. Kogo więc w pierwszej kolejności pan Sutton-Cornish wepchnie w te drzwi? „Pani Sutton-Cornish spojrzała na niego obojętnie z drugiej strony stoliczka do herbaty. Jej kasztanowe oczy aż zmatowiały od bijącej z nich pogardy; miały barwę kasztanów wysuszonych, nie świeżych. Reszta jej dużej twarzy była szarawa i ponura. Późne październikowe popołudnie też było szarawe i ponure, jak szarawe i ponure były ciężkie, sięgające podłogi story z monogramami, zasłaniające całe okna. Nawet portrety przodków na ścianach były szarawe i ponure.”

„Używka profesora Bingo”
23. opowiadanie Chandlera z 1951 r. Połączenie fantastyki z kryminałem. Dosyć ta fantastyka nietypowa, ale zgrabne to i czyta się z przyjemnością. Wymęczony życiem, a raczej swoją puszczalską żoną, Joe Pettigrew chciałby coś w nim zmienić. „Popatrzył spode łba na wymizerowaną twarz w lustrze, odwrócił się i spojrzał w okno. Dzisiaj nie ma prawie smogu. Całkiem słoneczny i bezchmurny ranek. Widać nawet ratusz. Ale kto by chciał oglądać ratusz? Do diabła z ratuszem”. Joe idzie na spacer. Zaraz za progiem zaczepia go pewien jegomość. Przedstawia się jako profesor Bingo i ma mu do zaoferowania pewien proszek…

 

Jak widać Raymond Chandler miewał wzloty i upadki, a nawet skoki w bok. Jednak w tym wszystkim nie tracił stylu. Poniżej dowody:

„Gębal. Miał dobrą ksywę. Jego ogromna, szeroka szczęka wystawała do przodu niczym zderzak starodawnej lokomotywy.”

„Przyjechał za niecałe pół godziny – wielki facet o przyjemnej twarzy z dołeczkami w policzkach, o przyprószonych srebrem włosach i maleńkich usteczkach stworzonych do całowania niewinnych bobasków.”

„To musiał być chyba piątek, bo smród ryb dolatujący z baru Mansion House był tak silny, że można było na nim wybudować garaż.”

 

„- Doktor Austrian jest na górze, tak? – spytał De Spain.

– Nie byłbym zaskoczony.

– Nie próbuję pana zaskoczyć. Gdybym chciał, włożyłbym różowe rajstopy.”

 

Piwo Brew Note w stylu contemporary black ale z Browaru Trzech Kumpli nie zawiodło. Zresztą jakie piwo z tego Browaru kiedykolwiek zawiodło? Ciemne, owocowo-żywiczne, z wyczuwalną goryczką ale, to kwintesencja piwnego smaku.

Reklamy

One thought on “Raymond Chandler – „Bay City Blues”

Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: