„OkoLica Strachu” – #7 (3) wrzesień 2017

20171014_205320 - blog

Z literackim horrorem nie miałem tyle do czynienia, abym miał wyrobione zdanie na jego temat. Nie licząc kilku pozycji Kinga i Anne Rice. Cały czas zgłębiam temat. Z samą fantastyką zderzenia miałem częste i miłe, ale furtki horroru nie otworzyłem tak szeroko, żeby tam wejść i trochę się rozejrzeć. Jednak ostatnio coraz bardziej mnie ciągnie w tamtą stronę. Chciałem zobaczyć co aktualnie w trawie piszczy i sięgnąłem po kwartalnik „OkoLica Strachu”. Byłem bardzo ciekawy co tam znajdę, ale jednocześnie miałem obawy, czy strachy jako takie potrafią mnie zaskoczyć. Okazało się, że nie taki horror straszny jak go malują, w tym sensie, że nie trzeba było się niczego obawiać.

Ten numer OLS zawiera opowiadania, wywiad z reżyserem Srdjanem Spasojeviciem i kilka tekstów publicystycznych. Trochę szkoda, że zabrakło jakichś recenzji lub omówień horrorów, które aktualnie się ukazują. Ale chyba takie jest założenie.

Leciałem po kolei. Najpierw opowiadania, potem publicystyka. Opowiadań było 9. I te, które najbardziej mi się podobały, to „Pęknięcie” Stefana Weisbrodta, „Słowiański skalp” Marty Sobieckiej i „Dom kanibali” Guya N. Smitha.

„Pęknięcie” genialne. Autorowi wystarczyła strona opisująca rodzinne śniadanie, aby naświetlić w pełni ich sytuację, napięcia i relacje wewnątrzrodzinne. Tajemnica raczej niezbyt wymyślna, ale tak napisana, że nie mogłem przestać czytać. Autor ma jakiś magiczny magnes w piórze. Koniecznie trzeba zapamiętać to nazwisko: Stefan Weisbrodt.

Natomiast „Słowiański skalp” to bardzo klimatyczne opowiadanie. Urzekło mnie swoją delikatną aurą i taką spokojną narracją. A może horror osadzający się na obopólnej miłości babci i wnuczki z rodziną, i nie przeradzający jej w jakieś wynaturzenie, tym bardziej potrafi intrygować?

„Dom Kanibali” to świetne rzemiosło w opisaniu nawiedzonego domu. Horror z krwi i kości. I gnijącego mięcha. Wciągnęło mnie na całego.

Na całkiem przyzwoitym poziomie były również „Po drugiej stronie lustra” Justyny Maciny, „Białe damy nie są głupie” Pawła Matei oraz „XX” Olafa Pajączkowskiego. Wyróżniało się zwłaszcza „Białe damy nie są głupie”; fajny pomysł, zwłaszcza w sposobie opisania relacji między bohaterami.

Natomiast pozostałe, czyli „Skidmore” Bradleya Dentona, „Dzień Gniewu” Antoniego Nowakowskiego i „Wybryk natury” Artura Jastrzębskiego  można sobie darować. Niczym mnie nie porwały. Chociaż w „Dniu Gniewu” odnalazłem ciekawostkę. Przewinął się w nim Olaf Tryggvason, przedstawiony jako reżyser, a jednocześnie prorok nowej religii o nadchodzącej zagładzie. A że czytam teraz „Hardą” Elżbiety Cherezińskiej to wiem, że nazwisko to nosił autentyczny król Norwegii na przełomie tysiącleci. Ale do końca sensu obsadzenia Tryggvasona w roli nawiedzonego reżysera nie skumałem.

Za to, jeżeli chodzi o publicystykę, to łykam ją w całości. Wiele rzeczy się dowiedziałem, z wieloma się utożsamiam i wiele rzeczy mnie zaciekawiło.

Ciekawe były refleksje Olgi Kowalskiej wokół tematu zdjęć pacjentek szpitala psychiatrycznego Bethlehem z połowy XIX wieku. Zainteresowałem się.

Pasjonujące przybliżenie tematu balsamowania zwłok przez Filipa Szyszko. Czytałem z otwartą gębą.

Przemysław Zawrotny zapoznał mnie z niezwykłą osobą Alejandra Jodorowsky’ego, którego w ogóle nie znałem, a którego film „Kret” muszę obejrzeć. Jak ja mogłem w ogóle go nie znać?

Świetny tekst Tomasza Przyłuckiego na temat horroru w aktualnych spektaklach teatralnych. Teatr – groza, nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe.

Jacek Radzymiński zajął się tematem ukazywania zdjęć dzieci na nagrobkach cmentarnych. Jak również tematem zdjęć robionym osobom po ich śmierci. Pasjonujący temat i refleksja jak podejście do śmierci zmienia się z czasem.

Simon Zack wyjął mi z głowy moje myśli na temat filmu „Predator” i zgrabnie je oddał na papierze. Ten film jemu, jak i mnie, nigdy się nie znudzi.

A Krzysztof „Korsarz” Biliński wziął na tapetę inspirację horrorem w muzyce. I zrobił to po mistrzowsku. Kwintesencja szerokiej wiedzy muzycznej i literackiej. Pasja przelana na papier. Chapeau bas!

No i jest też wywiad z reżyserem „Srpskiego filmu” Srdjanem Spasojeviciem. Ciekawy gość. A film muszę obejrzeć.

Jak sama nazwa wskazuje „OkoLica Strachu”, to wszystko, co z szeroko rozumianym dreszczykiem się wiąże. Jak również twarz – oblicze (oko, lica) strachu. Bardzo fajna – pojemna – nazwa. Mam nadzieję, że czasopismo rozwinie skrzydła, bo poprowadzone jest świetnie.

A horror sam w sobie nie taki straszny. Nie trzeba się go bać. Pomogło mi w tym to piwo: „Not So Scary” w stylu New England IPA z browaru AleBrowar z Gdyni. Strasznie dobre piwo. Daję 5 na 5. Goryczka na poziomie tylko 25 IBU, czyli niezbyt gorzko, ale ja odczuwałem większą niż na etykiecie. Jednak była ona taka bardziej ziołowa w smaku niż zwykle, co dawało fajny efekt – smak siedział kurczowo na języku jak wiedźma na miotle. Piwo ma intensywny smak cytrusów i mango (marakuję ponoć też czuć, ale bij, zabij…). Pachnie pięknie. Czołówka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: