A dlaczego nie?

Odkąd pamiętam – czytam.

Najwcześniej w podstawówce to był Adam Bahdaj. Przeczytałem wszystkie jego książki, które były w szkolnej bibliotece. Nie wiem dlaczego, ale na Zbigniewa Nienackiego, najpopularniejszego wówczas autora obok Bahdaja, i jego Pana Samochodzika jakoś nigdy się nie załapałem.

Zaraz potem były westerny. Karola Maya i Wiesława Wernica pochłonąłem wszystko co miały do zaoferowania biblioteki w mojej gminie. Ależ to była przygoda! Śniłem na jawie.

Nie mogę nie wspomnieć o komiksach. Kupowałem wszystko co było. Kleksa, Kajko i Kokosza, Tytusa…. no i Thorgala. To było jak zanurzenie się po czubki włosów w innym świecie. Coś jak narkotyczny haj. Realny świat nie istniał. Nie musiał. Gdy miałem w rękach nowe tomy Thorgala to cały dygotałem.  A potem po tysiąckroć je czytałem. Znałem każdą kreseczkę w rysunku, każdy niuans, mogłem profesurę robić z serii o Thorgalu. Do dzisiaj kupuję i czytam nowe tomy.

W liceum na początku lat 90. zaczął się bum w księgarniach i na straganach bazarowych. Wszystkich ogarnął szał na zagraniczną, często tandetną, sensację. I ja się również dałem temu ponieść. Jak miałem tylko za co, od razu wykupowałem książki Alistaira MacLeana i Jacka Higginsa, czy Roberta Ludluma. Do dzisiaj stoją na półce i takie, których nie zdążyłem przeczytać. Nie zdążyłem, bo już bardziej inne lektury zaczęły mnie interesować. Była to poezja i lektury szkolne z pozytywizmu i literatury współczesnej.

Na studiach nastąpiła przerwa w czytaniu. Będąc na 5-letnich studiach dziennych na wybitnie technicznym kierunku, mieszkając w akademiku, zupełnie odpadłem z rytmu czytania czegoś innego niż podręczniki. Jeżeli już, to były to może ze 3 książki rocznie.

Dopiero na koniec studiów coś się ruszyło. Było bardzo dużo fantastyki. Zgromadziłem wszystkie dzieła Stanisława Lema. Prenumerowałem „Nową Fantastykę” i „Fenixa”. Ale to, co mnie na maksa pochłonęło, to był kryminał. Zaczęło się od kryminałów Joe Alexa, Agathy Christie, a potem Raymonda Chandlera. Dwie zupełnie inne bajki, ale dały mi niezły power do tego, aby temat kryminałów zgłębiać szerzej. To była klasyka, a ja chciałem czegoś aktualnego. Jednak mimo szczerych chęci, jak to mówią, z g…a bata nie ukręci. Ciekawiła mnie polska literatura kryminalna, a tu takowej po prostu nie było. W przeciwieństwie do fantastyki, która przecież też istniała obok literatury mainstreamowej, nie było nic, ani kryminalnego czasopisma (Detektyw?), ani pisarzy. To był rok 2000. Internet dopiero raczkował. Social media nie istniały. Kryminał w Polsce był uważany za literaturę drugiego, albo nawet trzeciego sortu. Pamiętam pierwszą książkę Henninga Mankella „Fałszywy trop”, która ukazała się w Polsce. Jeden z pierwszych, albo nawet pierwszy w „Mrocznej serii” Wydawnictwa W.A.B. To było coś. Przeczytałem dwa razy i uważam tę książkę za kamień milowy na polskim rynku literatury kryminalnej. A potem się dopiero zaczęło. Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Sensacji „Trup w szafie” wymyśliło nagrodę Wielkiego Kalibru za polski kryminał. (Ciekawostka: wsród sześciu ojców założycieli stowarzyszenia było trzech poetów). I kto mógł go wówczas – w 2004 roku – jako pierwszy dostać? Jedynie Marek Krajewski, który jako pierwszy w Polsce udowodnił, że polska literatura kryminalna może mieć coś więcej do powiedzenia niż się dotychczas stereotypowo wydawało.

Dzisiaj to już zupełnie co innego. Kryminał ma rangę niemal literatury wysokiej. I tylko ignoranci, którzy zimowym snem przespali ostatnią dekadę mogą twierdzić inaczej.

Oczywiście nie czytam samych kryminałów. Paleta moich lektur jest szeroka.

I co ja tu teraz robię? Czemu o tym piszę? Po co ten blog?

Do końca sam tego nie wiem. Chyba po to, żeby dać ujście niektórym emocjom. Żeby podzielić się swoją pasją. Żeby uporządkować myśli i spostrzeżenia.

A że człowiek wraz z wiekiem bogatszy jest o dodatkowe pasje, to próbuje je łączyć. Przy niczym innym nie czyta mi się tak dobrze jak przy dobrym piwie. A że trunek ten ostatnio doprowadza moje kubki smakowe do iście kosmicznych wrażeń, to nie widzę przeszkody do jego koegzystencji z literaturą.

Gwoli informacji: Zdjęcia okładek są pobierane ze stron wydawnictw. Pozostałe publikowane tu zdjęcia są moje, do których prawo sobie zastrzegam.

Nie czytam z obowiązku, tylko dla przyjemności.

Nie przewiduję współpracy z wydawnictwami w sprawie opinii, czy recenzji.

Lektury wybieram sobie sam, czytam kiedy chcę i jak długo chcę.

Reklamy

Blog na WordPress.com.

Up ↑